Rozgrywający to jedna z najważniejszych osób na boisku. Przez Wasze ręce przechodzi praktycznie każda piłka, to Wy jesteście odpowiedzialni za rozwój wydarzeń na parkiecie i kierowanie grą. Grając na tej pozycji odczuwacie większą presję?

Przemysław Stępień: Rozgrywający to duża odpowiedzialność, każda piłka przechodzi przez nasze ręce i decyzja, do kogo ją wystawimy należy do nas. Ja osobiście nie odczuwam jakiejś większej presji.

Piotr Adamski: Ja też nie odczuwam presji, bo nie wiem, jaka presja byłaby wtedy, kiedy grałbym na innej pozycji, np. jeśli miałbym cały czas atakować.

To sztab szkoleniowy analizuje grę przeciwnika i mówi Wam jak macie prowadzić grę, żeby wygrać?

Piotr: Sztab daje nam wskazówki, ale nie ma z góry przyjętego planu co mamy robić. Dostajemy pojedyncze informacje, zarówno przed meczem, jak i w trakcie.

Przemysław: W trakcie meczu wszystko może się zmienić, bo przeciwnicy też przygotowują się pod nas, ciągle analizują naszą grę. Nasz statystyk daje nam jakieś wskazówki.

Piotr: Czasem jest tak, że jak Przemek gra, a ja obserwuję i coś zauważę, to mu podpowiadam. W drugą stronę też to działa. Trener musi skupiać się na wszystkich zawodnikach na boisku. Jak stoję w kwadracie, to obserwuję grę przez pryzmat Przemka i myślę sobie co musiałbym robić, jak grać, gdybym wszedł na parkiet. Rolą przeciwnika jest to, żeby na bieżąco rozpisywać rozgrywających. Załóżmy, że Przemek zaczyna coś grać i na początku mu to świetnie wychodzi, ale potem musi coś zmienić, bo nie da się ciągle grać tego samego, np. cały czas środkiem, czy prawym skrzydłem. Każdy każdego chce oszukać.

Czy na odprawach wideo również zabieracie głos, czy raczej zostawiacie to sztabowi?

Piotr: Grając w poprzednim klubie częściej się odzywałem. Tutaj raczej nie ma takiej potrzeby.

Przemysław: To sztab pracuje nad tym, aby rozpisać przeciwnika. Wiadomo, że niektórzy z nas grali z zawodnikami z przeciwnych drużyn i mogą znać się nawzajem. Wtedy coś podpowiadają, ale są to raczej pojedyncze wskazówki.

W czasie meczu zauważacie, że przykładowo jeden z przyjmujących jest tego dnia w świetnej dyspozycji. Posyłacie mu każdą piłkę albo zdecydowaną większość z nich, żeby wykorzystać ten dobry dzień, czy korzystacie z umiejętności wszystkich zawodników na boisku?

Przemysław: Czasami rzeczywiście ktoś ma „dzień konia” i wtedy staramy się dawać większość piłek do tego zawodnika jak dobrze mu idzie, ale nie możemy też zapominać o innych siatkarzach i ich „zamrozić”. Tego, który jest w lepszej dyspozycji może nagle „odciąć” i wtedy inni też muszą pomóc. Cały czas analizujemy mecz i jak przeciwnik widzi, że w poprzednich kilku spotkaniach graliśmy dużo jednym zawodnikiem, to może na przykład przygotować się właśnie pod niego, bardziej na niego reagować.

Piotr: W każdym meczu powinny być podobne proporcje, ale zawsze jest jeden środkowy, który więcej atakuje, tak samo z przyjmującymi. Na boisku są różni zawodnicy, przykładowo jak u nas grają w tym samym czasie Kuba Wachnik z Maćkiem Pawlińskim, to wiadomo, że w 90% przypadków to raczej Kuba Wachnik będzie atakował, bo za to jest bardziej odpowiedzialny. Jeśli zauważymy, że komuś idzie lepiej, to nie jest tak, że dostaje dwa razy więcej piłek, tylko procentowo jest to troszeczkę większy rozkład. Przypuśćmy, że w dobrej dyspozycji jest środkowy. Nie może on dostać trzydziestu piłek, bo zazwyczaj nie ma takiej możliwości.

Przemysław: Nie ma tak, że jeden zawodnik dostanie przykładowo czterdzieści piłek, a drugi tylko dwie.

Piotr: Najczęściej jest tak w końcówce seta albo meczu – jak komuś dobrze idzie, to gra się do niego. Wtedy zrzuca się odpowiedzialność na tę osobę za skończenie najważniejszych piłek.

26678548_1903416179670533_9084180731946705815_o

Umysł analityczny czy może jednak dusza artysty? A może to i to?

Przemysław: U mnie bardziej umysł analityczny. Na bieżąco analizuję swoją grę.

Piotr: Cały czas trzeba pracować ze statystykami, myśleć. Może ja nie dostaję zbyt wiele statystyk, tak jak Przemek, który otrzymuje je po meczach od statystyka. Dostaje po meczach wytyczne – ile razy i do kogo grał i wtedy wie, jak przeciwnik może się pod niego przygotować. Jak wchodzę na boisko, to staram się przede wszystkim myśleć co zagrać. Czasami jednak potrzeba takiego szaleństwa. Zupełnie inna jest rola wtedy, gdy np. Przemek gra więcej i bardziej musi myśleć nad swoją grą, natomiast ja mogę myśleć tylko nad tym jak on gra i jak wejdę na boisko, to próbować zaskoczyć przeciwnika. U każdego rozgrywającego potrzebna jest odrobina szaleństwa, ale takiego z głową. Nie można wejść i grać „na wariata”. Tacy rozgrywający są najczęściej w drugich ligach. Pięknie grają niektóre akcje, ale na przestrzeni całego meczu wygląda to rożnie.

Jaki powinien być idealny rozgrywający?

Piotr: Rudy! (śmiech). Idealny rozgrywający powinien być dobry w każdym elemencie: mieć dobrą zagrywkę, blok, obronę i przede wszystkim powinien dobrze wystawiać oraz być wsparciem na boisku. Tak naprawdę nie ma ludzi idealnych, każdy ma swoje wady i zalety. To tak, jakby stworzyć idealnego trenera z dobrym podejściem do drużyny, warsztatem. W żadnym zawodzie nie ma ludzi idealnych. Można się na kimś wzorować, np. Benjamin Toniutti bardzo dobrze wystawia, ale żeby być idealny, to musiałby mieć 2,10 cm (śmiech).

Przemysław: Rozgrywający powinien z jednej strony być ostoją, a z drugiej motywować zespół. Każda piłka przechodzi przez jego ręce, dlatego musi trzymać spokój w drużynie. Gdy z jego strony nie będzie spokoju, to cała drużyna będzie „rozwalona”, będzie jej brakować pewności siebie.

Jakie cechy charakteru i umiejętności wyróżniają tę pozycję spośród innych na boisku?

Przemysław: Myślę, że jest to zadziorność, której się dopiero uczę.

Piotr: Wydaje mi się, że na każdej pozycji są różni ludzie. Niektórzy są wulkanami energii, a niektórzy spokojni. Na pewno rozgrywający nie może się „gotować”.

Przemysław: Rozgrywający nie może być wulkanem energii. Wulkanem energii może być na przykład Czunek, który cały czas krzyczy, biega po boisku i motywuje nas wszystkich.

Piotr: Na boisku uczymy się także gry aktorskiej – kiedy można troszkę kogoś strofować, a kiedy trzeba zachowywać się spokojniej. Na pewno są takie momenty, że przykładowo atakujący się napędzi i mówi, że koniecznie chce dostać koleją piłkę, jest nabuzowany. U rozgrywającego nigdy takie zachowanie nie będzie dobre. Zawsze musi na spokojnie pomyśleć gdzie rozegrać piłkę, żeby przynieść największą korzyść drużynie. 

Kto według Was jest najlepszym rozgrywającym na świecie?

Przemysław: Z tych, którzy już zakończyli karierę to na pewno Lloy Ball. Z Polski to wiadomo, że Paweł Zagumny.

Piotr: Z tych, którzy skończyli już karierę, to Andrea Pirlo (śmiech). Zawsze podobał mi się styl Pawła Zagumnego. Teraz powiedziałbym, że najlepszy jest Toniutti. Z rozgrywającym jest tak, że on kreuje drużynę i drużyna kreuje jego. Działa to w dwie strony. Inaczej wygląda np. ZAKSA, która z Toniuttim gra jak perfekcyjna maszyna, a inaczej, gdy ci zawodnicy grają w kadrze z innym rozgrywającym. Ciężko jest postawić na jednego, jednak gdybym miał teraz wskazać swojego faworyta, to postawiłbym na Toniuttiego.

Przemysław: Zgadzam się.

Piotrek: Drugi Przemek Stępień, trzeci ja (śmiech).

Rozgrywający muszą przede wszystkim obserwować blok przeciwników i starać się go gubić. Jest jakaś recepta na to, żeby zgubić blok?

Przemysław: Jednej recepty chyba nie ma. Przede wszystkim jest to analiza swojej gry, to jak się przygotowuje pod nas przeciwnik i obserwacja. Czasami jest tak, że pewne rzeczy widać. Ja mam taki odruch, że patrzę na drugą stronę siatki i widzę, gdzie stoi środkowy. W pewnych momentach, np. w końcówkach setów, czy podczas długiej wymiany lepiej wystawić dokładnie niż zagrać jakąś kombinację.

Piotr: Zawsze musi być proporcja między tym, kiedy gubić blok, a kiedy wystawić dokładnie. Jednej recepty nie ma na pewno.

Przemysław: Jakby taka była, to bardzo chętnie z niej skorzystamy.

Pytałam już naszych libero, zapytam także Was. Jakie są stosunki między Wami? Pomagacie sobie, podpowiadacie, czy raczej wytykacie błędy i idziecie „po trupach do celu”?

Piotr: Błędów raczej sobie nie wytykamy. Rozgrywający od razu wie, kiedy popełni błąd.

Przemysław: Nie ma pomiędzy nami jakiejś dużej różnicy wiekowej, że na przykład jeden zagrał piętnaście lat dłużej w lidze i jest bardziej doświadczony. To zaledwie kilka lat różnicy. W każdym meczu słyszę jakąś podpowiedź od Piotrka, co się dzieje także po drugiej stronie siatki, bo wiadomo, że wszystkiego nie jestem w stanie zauważyć.

Piotr: Jak stoję w kwadracie, to widząc niektóre akcje myślę sobie, że zagrałbym je inaczej. Łatwo jest jednak mówić jak się ogląda z boku, a zupełnie inaczej jest, gdy jest się na boisku. Dlatego nie ma sensu, żebym przekazywał Przemkowi swoje pomysły na każdym czasie, bo to on prowadzi grę i też ma jakiś pomysł. Czasami jak ewidentnie zauważę coś, co może pomóc w grze, to wtedy staram się mówić. Trzeba jednak zachować proporcje. Ja mam tak, że jeśli źle wystawię, na przykład za wąsko, to zanim piłka doleci do zawodnika, to już wiem, że jest za wąska., więc tak naprawdę jeśli ktoś mi powie „szerzej”, to dla mnie żadna podpowiedź. Generalnie podpowiadamy sobie bardziej taktyczne rzeczy.

22467294_1409238999193216_2701179423242270202_o

Lubicie sobie czasem zaatakować w meczu, czy raczej zostawiacie atak kolegom z boiska?

Przemysław: Jak jest okazja w meczu, to pewnie, że lubimy. Najbardziej widać to na treningach. Jak się gra długo na jednej pozycji, to chce się spróbować czegoś innego. W kadetach grałem na ataku, więc trochę się już „naatakowałem”. Teraz też jak ciągle się tylko wystawia i gra w obronie, to wiadomo, że jak jest piłka do ataku, to ciągnie.

Piotr: Pamiętam, że w wieku dwudziestu lat cały czas chciałem atakować! Jak są na treningach jakieś gierki z atakiem to chętnie korzystam z takiej możliwości.

Czy zawsze graliście jako rozgrywający? Skąd pomysł właśnie na tę pozycję? Od zawsze chcieliście na niej grać, czy to przypadkowy wybór?

Przemysław: To bardziej chodzi o wzrost. Zaczynałem na libero, później przez dwa lata w kadetach grałem na ataku.

Piotr: Na przyjęcie Cię nie wzięli, co? (śmiech) Chyba się nie sprawdziłeś?

Przemysław: Przyjęcie średnio mi szło. Miałem epizod na przyjęciu, ale to były szkolne rozgrywki. Później już było rozegranie.

Piotr: Ja grałem kiedyś na przyjęciu. Jak zawieszono siatkę na 2,43cm, to ta przeszkoda okazała się nie do pokonania. Zacząłem rozgrywać przez przypadek. Jak kiedyś trenowałem w Kielcach ze starszymi chłopakami - z juniorami, a byłem wtedy młodzikiem – to jeden z rozgrywających powiedział, że nie będzie przychodził na treningi, bo musi uczyć się do matury. Nie wiadomo było kto ma wystawiać i jako, że byłem najmłodszy, postawili mnie na tej pozycji. Tak już zostało do dzisiaj.

Uprawialiście jakieś inne sporty, czy od początku skupialiście się tylko na siatkówce?

Przemysław: Klasycznie – piłka nożna.

Piotr: A ja nie grałem w piłkę nożną.

Przemysław: Nie grałeś w piłkę? Mówiłeś, że grałeś…

Piotr: Na początku grałem w piłkę ręczną, tenisa stołowego i trochę w szachy.

Przemysław: Ja też grałem w szachy.

Piotr: Musimy zagrać!

Przemysław: Ale to było w podstawówce… Było trochę piłki nożnej, nawet jeden trening koszykówki się pojawił.

Piotr: Ja zawsze chciałem chodzić na piłkę nożną albo na boks… ale niestety tata mi nie pozwolił.

Większość zawodników, szczególnie tych młodych ma większe i mniejsze marzenia. Jakie są Wasze największe siatkarskie marzenia?

Przemysław: Nie będę odpowiadał klasycznie, że medal olimpijski i gra w kadrze (śmiech). Chciałbym przede wszystkim regularnie występować w PlusLidze i cały czas się rozwijać.

Piotr: Ja chyba nie mam już siatkarskich marzeń. Jestem już w takim wieku, że teraz trzeba mieć cele. Myślę, że celem na ten sezon jest utrzymanie się w lidze. Staram się nie marzyć, bo tak naprawdę nie wiadomo co przyniesie nam życie. Jak miałem osiemnaście lat, to myślałem, że będę kiedyś wielkim siatkarzem. Cieszę się, że teraz zamiast chodzić do pracy mogę sobie jeszcze zarabiać pieniądze grając w siatkówkę. W pewnym wieku należy już przestać myśleć o marzeniach, zacząć stawiać sobie konkretne cele i realnie patrzeć na życie i świat. Dlatego moim celem jest, podobnie jak u Przemka, regularna gra w PlusLidze.

 

/ Paulina Lesiak /