Bardzo dużo emocji mogli oglądać kibice zgromadzeni w hali legionów podczas piątkowego meczu z wicemistrzem Polski, PGE Skrą Bełchatów. Kielczanie postawili się faworyzowanym siatkarzom z Bełchatowa, ulegając im dopiero w tie-breaku.

Drużynie z województwa świętokrzyskiego praktycznie nikt nie dawał szans na zwycięstwo. Kielczanie, którzy zamykają plusligową tabelę wyszli na boisko bez presji.  - Cieszy naprawdę to, że pomimo tego, że mieliśmy tak naprawdę matematyczne szanse na wygranie tego meczu, udało nam się postawić i sprawić przyjemność kibicom, którzy przyszli do hali – podsumował spotkanie środkowy, Mariusz Schamlewski.

W meczu przeciwko bełchatowianom nie mogliśmy oglądać kontuzjowanych przyjmujących, Macieja Pawlińskiego oraz Jakuba Szymańskiego. Trener miał ciężki orzech do zgryzienia, nie mając praktycznie możliwości rotacji na tej pozycji: - zagraliśmy naprawdę bardzo dobry mecz, mając ogromne problemy kadrowe. Zawodnicy wykazali ogromną wolę walki, popełniali mało błędów, przede wszystkim w ataku. Graliśmy z mocnym zespołem i można powiedzieć, że graliśmy jak równy z równym, nie  było presji  – komentował Dariusz Daszkiewicz. - Dzisiaj pokazaliśmy dobrą siatkówkę, udowodniliśmy, że potrafimy grać z tymi najlepszymi zespołami jak równy z równym. Przegraliśmy po ciężkiej walce w tie-breaku i niewiele zabrakło nam do zwycięstwa. System blok-obrona funkcjonował dobrze, graliśmy także dobrze na zagrywce. Przede wszystkim walczyliśmy, nie poddaliśmy się w szatni. Przed meczem powiedzieliśmy sobie, że mamy się bawić siatkówką i tak też zrobiliśmy. Gratulacje dla zespołu z Bełchatowa, który zachował więcej zimnej krwi w końcówce, pokazał swoją klasę i zasłużenie wygrał – dodał Jakub Wachnik.

Pomimo tego, że podopieczni Dariusza Daszkiewicza w ostatnich meczach pokazali się z dobrej strony, stracili już jakiekolwiek szanse na pozostanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Do 14. Łuczniczki Bydgoszcz tracą sześć punktów, ale nawet w przypadku zwycięstw za trzy punkty w dwóch ostatnich meczach fazy zasadniczej, mają niekorzystny bilans wygranych meczów oraz setów. - Jestem jedną z tych osób, która jak nikt inny zdaje sobie sprawę z tego, jak trudno było tę siatkówkę w Kielcach zbudować. Wszyscy, zarówno zawodnicy jak i pracownicy klubu każdego dnia musieli ciężko pracować i walczyć, by ta dyscyplina tyle lat przetrwała. Konieczne jest zebranie się kilku mądrych głów, żeby pomyśleć, co dalej zrobić z kielecką siatkówką. Jest to dla mnie bardzo przykre. Z myślą ratowania siatkówki przychodziłem do klubu w grudniu, mając nadzieję, że uda nam się PlusLigę w Kielcach uratować. Niestety nie udało nam się to i trzeba teraz pomyśleć, co będzie dalej – zakończył szkoleniowiec Dafi Społem Kielce.