W trzeciej kolejce 1. Ligi mężczyzn kielczanie grali z TAURON AZS Częstochową. Podopieczni Mateusza Grabdy dzielnie walczyli i po kolejnym pięciosetowym meczu wywieźli z trudnego terenu pierwsze ligowe zwycięstwo.

Pierwszą partię świetnie rozpoczęli kielczanie, którzy objęli prowadzenie (1:2, 2:4). Częstochowianie szybko doprowadzili do wyrównania (7:7). Kiedy w polu zagrywki pojawił się Mateusz Rećko, podopieczni Mateusza Grabdy odskoczyli na kilka punktów (13:16, 17:21). Kielczanie utrzymywali wysoką skuteczność w ataku, dzięki czemu wypracowanej przewagi nie oddali już do końca tego seta.

W drugą odsłonę spotkania zdecydowanie lepiej weszli gospodarze, zdobywając punkty seriami (5:3, 8:4). Nie pomogła przerwa wzięta przez trenera z Kielc, akademicy grali skutecznie na wysokiej piłce i w bloku. Kielczanie pod koniec seta zdołali jeszcze odrobić kilka oczek, jednak gospodarze kontrolowali grę. Autowa zagrywka Sławomira Buscha zakończyła tę partię.

Trzeci set był najbardziej wyrównany ze wszystkich. Gra toczyła się punkt za punkt (7:7, 14:15). Kielczanie zdołali odskoczyć na dwa oczka (14:16, 19:21) i utrzymywali przewagę. Goście zakończyli odsłonę efektownym, podwójnym blokiem i wyszli na prowadzenie w meczu.

Czwartą partię od mocnego uderzenia rozpoczęli akademicy z Częstochowy. Świetnie spisywał się Sławomir Stolc, zarówno w polu zagrywki, jak i w ataku (5:1). Kielczanie nie poddawali się, na boisku pojawił się Kamil Kosiba, który uspokoił grę w przyjęciu oraz kontrataku (13:15, 18:17). Trzy punkty w meczu z ubiegłorocznym mistrzem 1. Ligi były na wyciągnięcie ręki. Szkoleniowiec częstochowian poprosił o przerwę i wprowadził na plac gry Dawida Murka. Dzięki jego odrzucającym od siatki zagrywkom, na tablicy wyników pojawił się remis (20:20). Kielczanie nie zamierzali się poddawać, złapali wiatr w żagle i odskoczyli na dwa punkty (21:23). Niestety, gospodarze odrobili straty i końcówka seta toczyła się na przewagi. Po długiej walce ze zwycięstwa cieszyli się podopieczni Sinana Tanika, którzy doprowadzili do tie-breaka.

Decydującą odsłonę otworzył skuteczny atak Dawida Murka. Na początku walka toczyła się punkt za punkt (2:2, 5:5). Kiedy w polu zagrywki pojawił się Kamil Kosiba, posłał na stronę rywali trzy różnorodne serwisy, które na półmetku tej partii dały prowadzenie (5:8). Częstochowianie popełniali mnóstwo błędów, które wykorzystali kielczanie (7:11). Zawodnicy z województwa świętokrzyskiego nie dali sobie wyrwać zwycięstwa z rąk i dopisali do ligowej tabeli dwa punkty za wygraną w tie-breaku. Najbardziej wartościowym zawodnikiem wybrano Kamila Kosibę.

 TAURON AZS Częstochowa – KPS Kielce 2:3 (18:25, 25:19, 22:25, 29:27, 10:15)

Skład KPS-u Kielce: Adamski, Rećko, Busch, Szymański, Woźnica, Starzec, Jaskuła (L) oraz Karakuła, Godlewski, Kosiba, Pacholczak.

Po meczu powiedzieli:

Mateusz Grabda, trener KPS-u Kielce: Mamy to! Można powiedzieć, że Kielce, województwo świętokrzyskie zwyciężyło w spotkaniu na szczeblu centralnym, tym razem w 1. Lidze. Jestem oczywiście bardzo szczęśliwy, pokonaliśmy ubiegłorocznych mistrzów. TAURON AZS Częstochowa ma odmieniony skład, ale grają tam bardzo dobrzy zawodnicy, m.in. legenda sportu, Dawid Murek, Mateusz Piotrowski na ataku, czy rozgrywający Chono Penchev. Przede wszystkim pokazaliśmy charakter, czyli coś, czego od tych chłopaków wymagam. Niezmiernie ważne jest także to, żeby odczuwali przyjemność z grania w siatkówkę. Wygrana umocni nasz zespół psychicznie i siatkarsko.

Cały czas przytrafiają nam się proste błędy, którymi nie możemy sobie poradzić. Wygraliśmy tie-breaka oddając przeciwnikom tylko dwa punkty po własnych błędach. Jeżeli tak będziemy grali każdy set, to jesteśmy w stanie wygrać z każdym. Kluczem do zwycięstwa jest popełnianie jak najmniejszej ilości błędów i agresywna zagrywka. Na boisko wszedł dziewiętnastoletni Kamil Kosiba i zagrał trzy różnorodne zagrywki, co dało nam prowadzenie w ostatnim secie.

Mateusz Rećko, atakujący KPS-u Kielce: Bardzo się cieszymy, ze w końcu udało nam się przerwać złą passę. Dobrze graliśmy poprzednie  mecze, jednak nie udało nam się wygrywać. W czwartym secie zabrakło nam zimnej głowy, popełnialiśmy proste błędy. W końcówce rywal też miał nóż na gardle, oni musieli wygrać tego seta, żeby doprowadzić do tie-breaka, a my tak naprawdę mogliśmy tylko wygrać za trzy punkty. Wyciągnęliśmy wnioski i na szczęście w ostatniej partii zachowaliśmy zimną głowę i wygraliśmy z dość sporą przewagą pięciu punktów. Zeszły sezon w Częstochowie wspominam bardzo dobrze, ponieważ zdobyliśmy mistrzostwo. Do hali przyszło wielu znajomych i kibiców, którzy mnie znają i których ja znam, więc było naprawdę bardzo miło.