W sobotę w hali przy ul. Żytniej odbyło się spotkanie czwartej kolejki 1. Ligi Mężczyzn, w którym kielczanie podejmowali ubiegłorocznych wicemistrzów rozgrywek, KS Lechię Tomaszów Mazowiecki. Podopieczni Mateusza Grabdy ulegli rywalom w trzech setach, choć wynik nie odzwierciedla walki na boisku.

Pierwsza odsłona rozpoczęła się od wyrównanej walki punkt za punkt (2:3). Od stanu 5:5 goście wypracowali sobie kilkupunktową przewagę (5:10, 14:18). Kielczanie nie zamierzali się poddawać i udało im się dogonić przyjezdnych (19:19). W zaciętej końcówce więcej zimnej krwi zachowali doświadczeni tomaszowianie, którzy zakończyli partię z dwupunktową przewagą.

Druga partia była bardziej wyrównana. Obie drużyny toczyły wyrównany pojedynek i żadna z nich nie mogła objąć kilkupunktowego prowadzenia. Skutecznymi atakami popisywał się Jakub Szymański, a wtórował mu Michał Godlewski. Po drugiej stronie boiska ręki nie zwalniał Wiktor Musiał. Losy tego seta rozstrzygnęły się w końcówce i ponownie lepsi okazali się goście z Tomaszowa Mazowieckiego.

Trzeciego seta lepiej rozpoczęli kielczanie, którzy już na początku objęli prowadzenie (4:2, 7:4). Na zagrywce po stronie rywali pojawił się Paweł Rusin, który odrzucił gospodarzy od siatki, przez co pojawiło się mnóstwo błędów własnych. Goście szybko doprowadzili do remisu i niesieni dopingiem swoich kibiców zdobywali punkt za punktem (9:13, 12:15). Nie pomógł także Sławomir Busch, który pojawił się na boisku w miejsce Kamila Kosiby. Doświadczeni tomaszowianie do końca utrzymywali wysoki poziom i pewnie zwyciężyli do 17, dopisując trzy punkty do ligowej tabeli.

KPS Kielce – KS Lechia Tomaszów Mazowiecki 0:3 (23:25, 23:25, 17:25)

KPS Kielce: Adamski, Godlewski, Kosiba, Szymański, Woźnica, Starzec, Jaskuła (L) oraz Busch, Pacholczak, Karakuła, Kowalczyk (L).

Do tego meczu podeszliśmy zbyt spokojnie, nie było takich emocji jakie towarzyszyły nam w meczu na przykład z Częstochową - Grzegorz Kowalczyk

Po meczu powiedzieli:

Mateusz Grabda, szkoleniowiec KPS Kielce: Zagraliśmy dwa najlepsze sety od pierwszych sparingów z końcówką sierpnia. Chwała chłopakom za to, bo grali przeciwko drużynie z doświadczonymi zawodnikami, którzy od kilkunastu lat grają w siatkówkę. My mogliśmy tym starszym zawodnikom utrzeć nosa, pokazaliśmy w dwóch pierwszych partiach charakter i dobrą grę. Nie widzę powodów do zwieszania głów. Wyciągniemy wnioski z tego spotkania. Straciliśmy swoje szanse na punkty w tym meczu, ale jest jeszcze cała runda rewanżowa i w niej będziemy chcieli pokazać się z lepszej strony na tle tej drużyny. Mamy bardzo młody zespół, cały czas uczymy się siebie i próbujemy zbudować kolektyw. To co cieszy, to bardzo mała ilość bezpośrednio oddanych punktów po błędach własnych. Musimy się skupić na kolejnym meczu. W ciągu pięciu dni nie nauczymy się nagle bardzo mocno zagrywać, atakować i wszystkiego bronić, bo jakby tak było, to wszyscy graliby w reprezentacji Polski. Możemy jedynie poprawić jakieś niedociągnięcia i przygotować się taktycznie na zespół z Wrześni.

Michał Godlewski, atakujący KPS Kielce: Wydaje mi się, że zawiodła chłodna głowa. Jesteśmy młodzi i nie potrafimy wytrzymać nerwowych końcówek tak, jak powinniśmy. To kolejny mecz, set, który przegrywamy, a gdybyśmy wygrali którąś z tych pierwszych partii, to byłoby nam o wiele łatwiej. Ucieka nam koncentracja i nad tym musimy pracować. Musimy także popracować nad błędami własnymi, bo robimy ich zbyt dużo oraz nad obroną, bo dużo piłek jest gdzieś obok nas, my ich nie łapiemy, a moglibyśmy je podbić i wyprowadzić kontratak.

Grzegorz Kowalczyk, libero KPS Kielce: Zabrakło nam doświadczenia i chłodnej głowy w najważniejszych momentach. Na pewno dwie pierwsze partie były bardzo dobre, zagraliśmy jedne z dwóch lepszych setów w tym sezonie. Do tego meczu podeszliśmy zbyt spokojnie, nie było takich emocji jakie towarzyszyły nam w meczu na przykład z Częstochową. Musimy popracować nad wystawą sytuacyjną z pola, bo są duże braki. Bardzo się cieszę, że zadebiutowałem na parkiecie, czekałem na ten moment od czterech meczów. Nie było większych emocji, bo niestety przegrywaliśmy już sporą ilością punktów. Myślę, że zrobiłem swoje i czekam na dalsze szanse.