W miniony wtorek podopieczni Mateusza Grabdy w ramach siódmej kolejki 1. Ligi mężczyzn zmierzyli się na wyjeździe z drużyną Stal Nysa. Mimo zaciętej walki wrócili do Kielc bez zdobyczy punktowej. Jest to kolejne spotkanie, w którym siatkarze Buskowianki Kielce toczą wyrównany pojedynek i niestety ponownie muszą przełknąć gorycz bezpunktowej porażki.

Pierwsze dwie partie nie należały do najlepszych w wykonaniu kielczan. Co prawda mimo błędów w pierwszej partii zespół utrzymywał kontakt punktowy (12:12), aczkolwiek niewstrzymywanie ręki, a co za tym szło również sporo popsutych serwisów nie pozwoliło na wyższe objęcie prowadzenia, które zdołali wypracować - udało się odskoczyć na jedno oczko (17:18). Gdy szkoleniowiec Nysy poprosił o czas, trwająca pól minuty przerwa w grze wybiła Kamila Kosibę z uderzenia, co w efekcie dało kilka dobrych akcji i prowadzenie gospodarzom (20:18). Więcej zimnej krwi w końcówce zachowali siatkarze Stali i to oni mieli piłki meczowe. Nie pomógł również drugi czas wzięty przez trenera kielczan, pierwszy set zakończył się wynikiem 25:19.

Druga patia wyglądała podobnie, choć na początku kielczanie prowadzili 3:1, to szybko gospodarze odrobili i objęli prowadzenie. Skuteczne ataki Stali jedynie zwiększały dystans punktowy (14:9). Co prawda udało się doprowadzić do remisu (17:17), ale tylko na chwilę, gdyż na tablicy wyników pojawiło się trzypunktowe prowadzenie drużyny Stelmacha (20:17). Siatkarze Buskowianki obronili dwie piłki setowe, ale to nie wystarczyło. Gospodarze objęli prowadzenie 2:0 w setach.

Trzecia odsłona to zupełnie inna gra kieleckiego zespołu. Trener Grabda dokonał zmian, które przyniosły efekt. Na boisku pojawił się Mateusz Rećko oraz Marcin Bachmatiuk. Zmiennicy wprowadzili trochę świeżości do gry, dzięki czemu inni gracze również poprawiali swoje procenty w ataku. Kielczanie szybko wypracowali przewagę (4:8). Gra Buskowianki wyraźnie się uspokoiła, wygrywali pojedyncze akcje jak i dłuższe wymiany (8:13). Po drugiej przerwie o którą poprosił Krzysztof Stelmach, na tablicy widniał wynik (11:17). Bez większych problemów kielczanie powiększali przewagę, a w efekcie wygrali trzecią partię.

Czwarty set był najbardziej wyrównany. Po przebudzeniu się w trzeciej partii kielczanie nie mieli zamiaru się poddawać, lecz Stal Nysa także otrząsnęła się z minionego seta. Gospodarze zbudowali sobie przewagę (9:5), ale podopieczni Mateusza Grabdy nie chcieli tanio sprzedać skóry i ponownie w tym meczu doprowadzili do remisu (11:11). Walka toczyła się punkt za punkt, zmienne prowadzenie obu drużyn utrzymywało się do stanu 19:17, kiedy to siatkarze Nysy zmusili trenera przyjezdnych do wzięcia czasu. Emocje mogły udzielać się kibicom obu drużyn, kielczanie gonili wynik (22:20), lecz i tym razem doświadczenie graczy z Nysy wzięło górę – trzy punkty pozostały u gospodarzy.

Duża szkoda, bo graliśmy równo w tym czwartym secie do pewnego momentu, ale wydaje mi się, że przeważyło troszeczkę większe doświadczenie po stronie zawodników z Nysy i to oni się dziś cieszą z trzech punktów, a my wracamy do domu z niczym - Piotr Adamski

Rozgrywający Buskowianki Kielce Piotrek Adamski za przyczynę porażki wskazuje zbyt późne wejście w spotkanie oraz błędy w zagrywce, które nie opuszczają kielczan od początku sezonu. Wydaje mi się, że za późno weszliśmy w mecz, bo w pierwszym secie znów popsuliśmy wiele zagrywek – to jest nasza zmora od początku sezonu. Docenia mimo wszystko pomoc kolegów, którzy zmienili podstawowych graczy w trzecim secie, ale nie ukrywa, że jako drużyna mogli wywalczyć coś więcej, niż jednego seta. - Zaczęliśmy grać siatkówkę od trzeciego seta. Fajnie, że chłopaki, którzy weszli pociągnęli zespół, szczególnie emocjonalnie, ale też siatkarsko. Duża szkoda, bo graliśmy równo w tym czwartym secie do pewnego momentu, ale wydaje mi się, że przeważyło troszeczkę większe doświadczenie po stronie zawodników z Nysy i to oni się dziś cieszą z trzech punktów, a my wracamy do domu z niczym. Słusznie martwi się o punkty rozgrywający kielczan, gdyż sześć ugranych oczek w siedmiu spotkaniach nie jest zadowalającym wynikiem.  - Jest to kolejny mecz, który przegrywamy w stosunku trzy do jednego. Zawsze mamy tak, że jesteśmy gdzieś w miarę blisko, żeby powalczyć z przeciwnikiem, zdobyć punkty, a na razie mamy tych punktów sześć i to na pewno boli.

Problem braku punktów zauważa także trener Mateusz Grabda. Jego drużyna w pierwszych dwóch setach nie zagrała swojej siatkówki, siatkarze wyszli zbyt mało skoncentrowani, co przełożyło się na wynik początkowych partii. - Straciliśmy kolejną szansę na bardzo ważne punkty, które są nam niezmiernie potrzebne. Tak naprawdę pierwsze dwa sety przestaliśmy, wyszliśmy kompletnie zdekoncentrowani, nie zagraliśmy nawet 50% tego co potrafimy grać. Dopiero trzeci i czwarty set można powiedzieć, że był na przyzwoitym poziomie. Zagraliśmy kawał fajnej siatkówki. Myślę że było to widowiskowe, kibicom mogło się podobać.

Wszyscy zgodnie podkreślają, że błędy w zagrywce to największy mankament drużyny. Trener nie ukrywa, że problem tkwi jedynie w psychice zawodników, gdyż siatkarskich umiejętności w tym elemencie na pewno im nie brakuje. - Chłopcy umieją zagrywać, są nauczeni bardzo dobrej zagrywki. Jedyny problem, który jest na chwilę obecną tkwi znajduje się w ich głowach. Dopóki sami sobie z tym nie poradzimy, to liczba zepsutych zagrywek będzie taka sama. Zespół z nieregularną zagrywką zmaga się od początku sezonu. Według Piotrka Adamskiego jest to kluczowy element w celu poprawy gry i wygrywania z przeciwnikami. - Jak tego nie poprawimy, to nie będziemy wygrywać z nikim, natomiast jeśli popracujemy nad tym to możemy się każdemu postawić.

Mateusz Rećko dodaje, że cały czas pracują nad tym elementem, lecz póki co nie daje to spodziewanego efektu. - Spotkanie przebiegało na poziomie falującym. Raz jedna drużyna popełniała sporo błędów, raz druga. Zagrywka naszym mankamentem od pewnego czasu, staramy się pracować nad tym, ale na mecze nam się to jeszcze nie przekłada. Wejście młodego atakującego na parkiet wraz z Marcinem Bachmatiukiem ożywiło nieco drużynę. - Dostałem szansę wejścia w set, mogłem wejść z pełną sportową agresją, czym trochę zaraziłem chłopaków na boisku, którzy w pierwszych dwóch setach byli dosyć śnięci.

Niestety zmiany nie pomogły na tyle, aby kielczanie dopisali punkty do tabeli. Przed podopiecznymi Mateusza Grabdy ciężki okres, gdyż praca nad poprawą zagrywki na razie nie przynosi spodziewanych efektów. Najważniejsze mimo wszystko jest to, aby się nie poddawać i każdego dnia starać się pracować nie tylko nad techniką ale i psychiką zawodników.

~ Monika Sokołowska